niedziela, 31 sierpnia, 2025
GikLik
  • STRONA GŁÓWNA
  • Na ekranach
    • Filmy
    • Animacje
    • Seriale
  • Gry
    • Growe nowości
    • Retro granie
    • Bez prądu
  • Muzyka
    • Kultowe nuty
    • Znalezione nuty
  • Inne
    • Lifestyle
    • Książki
    • Poradniki
    • Quizy
  • Słodziaki
  • Error
  • Wesprzyj
No Result
View All Result
  • STRONA GŁÓWNA
  • Na ekranach
    • Filmy
    • Animacje
    • Seriale
  • Gry
    • Growe nowości
    • Retro granie
    • Bez prądu
  • Muzyka
    • Kultowe nuty
    • Znalezione nuty
  • Inne
    • Lifestyle
    • Książki
    • Poradniki
    • Quizy
  • Słodziaki
  • Error
  • Wesprzyj
No Result
View All Result
GikLik
No Result
View All Result

Helskie wyzwanie cz. 2. „Przeszliśmy pieszo cały półwysep”

Sebastian Jadowski-Szreder by Sebastian Jadowski-Szreder
2025-07-24
w Lifestyle
Udostępnij na FacebookuUdostępnij na Twitterze

Druga część opowiadać będzie o naszej wędrówce i wszystkich jej najważniejszych aspektach. Cofniemy się również o kilka miesięcy, kiedy to w naszych głowach narodził się plan przejścia Półwyspu Helskiego oraz gdy podjęliśmy stosowny trening pozwalający nam osiągnąć ten cel.

Małymi, dużymi krokami

Jak wspomniałem w pierwszej części, nie jestem w stanie podać dokładnego momentu, w którym zdecydowaliśmy się na ten wyczyn. To przyszło samo z siebie.

Trzydzieści pięć kilometrów, bo tyle właśnie mniej więcej posiada Półwysep Helski, może trudno jest porównać do Drogi Węża, jaką musiał przebyć Goku w zaświatach, ale nie da się ukryć, że to kawał trasy do pokonania. Pierwsze, co postanowiliśmy zrobić, to sprawdzić swoje umiejętności na krótszych, ale mimo wszystko wymagających odcinkach. Średnio raz na dwa tygodnie wyruszaliśmy z domu na zakupy, jednak zamiast wejść do pobliskiego supermarketu, kierowaliśmy nasze kroki do tego wysuniętego sporo dalej.

Po co iść do Lidla, do którego mieliśmy pieszo jakieś 15 minut, skoro można było odwiedzić go w sąsiednim mieście? Dwa razy też udaliśmy się do Dino, który również znajdował się w innej miejscowości, ale dodatkowo też ulokowany był na samym jej krańcu. Rzecz jasna, w takich warunkach kupowanie mrożonek i doniesienie ich do domu nie wchodziło w grę.

Mieliśmy też okazję odwiedzić moich rodziców, do których standardowo z Gdyni Głównej jedzie się około pół godziny. Jak się zapewne domyślacie, zrezygnowaliśmy z autobusu i poszliśmy pieszo, choć tę wędrówkę ze względu na biskość głównej ulicy wspominamy najgorzej.

Tego typu eskapady powtarzaliśmy średnio raz na dwa tygodnie i nawet po pomyślnym dotarciu do celu nie byliśmy nadal pewni, czy podołamy Półwyspowi Helskiemu. Próbując mentalnie się do tego nastawić, sprawdziliśmy, czy ktoś też już kiedyś wpadł na taki pomysł. I owszem, zdarzyły się takie przypadki. Co najważniejsze, zakończone sukcesem, a to napawało optymizmem.

Niespodziewany Bór

Właściwa podróż zaczęła się dokładnie o 7:45. To właśnie wtedy opuściliśmy naszą wynajętą kwaterę. Jako prowiant zabraliśmy ze sobą same zdrowie rzeczy… Żartuję, nie były one zbyt zdrowe, ale potrzebowaliśmy energetyków, żelków, batonów i kanapek z Żabki, aby podreperować nasz poziom cukru. W założeniu chcieliśmy zrobić trzy postoje, ale ostatecznie było ich więcej i to dobrze, że zwiększyliśmy ich liczbę. Bez nich mogłoby nie pójść tak szybko.

Pierwszym obiektem, jaki minęliśmy, było wspomniane przeze mnie Muzeum Obrony Wybrzeża, po którym przechadzał się paw. Na pewno kiedyś odwiedzimy je w niedalekiej przyszłości. Przed nami ciągnęły się tereny leśne, gdzie po obu stronach tabliczki informowały nas o terenach wojskowych.

I tak też zawitaliśmy do Boru, czyli miejsca, którego nie uwzględniliśmy na mapie. Byliśmy przekonani, że pierwsza będzie po prostu Jurata. Bór niegdyś stanowił wieś, lecz obecnie jest częścią Helu. W okresie PRL-u dało się tu także dojechać koleją, zaś aktualnie przystanek ten jest nieużywany.

Bór to doprawdy specyficzne miejsce i jeśli chcielibyście któregoś dnia pobytu w Helu pójść sobie na dłuższy spacer po lesie, możemy wam to miejsce gorąco polecić.

Bogata Jurata

Kolejny etap naszej podróży stanowiła Jurata. Przeanalizowawszy ogrom nowoczesnych rezydencji znajdujących się po obu stronach ulicy, uznaliśmy, że miejscowości tej jest bardzo blisko do Sopotu. Jurata jest osadą należącą do gminy Jastarnia, dawniej zaś stanowiła część miasta Jastarnia.

Zawdzięcza ona swoją nazwę mitycznej litewskiej bogini mórz Jūratė – jej pomnik i zarazem fontannę bardzo łatwo znaleźć. Według legendy, która – jak twierdzą litewscy badacze folkloru – ma raczej literackie aniżeli ludowe źródła, bogini ta zakochała się w ubogim rybaku Kastyti, mimo sprzeciwu swojego boskiego ojca. Za ten zakazany związek została ukarana – najwyższy bóg Perkun zniszczył jej bursztynowy pałac na dnie morza, a jego odłamki, będące rzekomo skamieniałymi łzami syreny opłakującej ukochanego, można do dziś znaleźć na morskim brzegu. W innych wersjach Jurata jest nie boginią, a właśnie syreną, zaś bogiem mórz Neptun.

Wracając jednak do bardziej rzeczywistych historii, nie da się ukryć, że Jurata jest droga i często kojarzy się ją z bardziej zamożnymi turystami. Nie wiem, czy przy powtórnym odwiedzeniu Półwyspu Helskiego chcielibyśmy wynająć coś akurat tutaj.

Jastarnia pełna statków

Opuściwszy Juratę, posuwaliśmy się jeszcze jakiś kawał drogi, aż dotarliśmy do miasta Jastarnia. Miejscowość ta posiada własny port morski oraz trzy przystanie. Nazwa Jastarnia wywodzi się od słowa jaster, oznaczającego „jasny” lub „błyszczący”, co nawiązuje do położenia dawnej osady na piaszczystym wzgórzu, wyróżniającym się jasnością na tle lasów i morza. Dodatek „-nia” tworzy nazwę miejsca, przez co uzyskujemy „jasną miejscowość”. Słowo jaster łączy się także ze starą nazwą Wielkanocy, czyli wiosennego święta kojarzonego ze światłem, co znajduje odzwierciedlenie również w kaszubskim słowie jastra.

Jeśli miałbym opisać Jastarnię jednym słowem, byłby to na pewno wyraz statki. Po drodze dało się dostrzec ich naprawdę wiele, zaś zarówno na jej początku jak i końcu, na rondzie, ulokowano dwie łódki. Pod względem zwiedzania też może być to ciekawa miejscowość. Podobnie jak w Helu, znajdziemy tu kilka dawnych obiektów wojskowych, odwiedziemy Muzeum Rybackie Pod Strzechą, a nawet skoczymy sobie na spadochronie. Tego ostatniego nie planuję robić.

Kuźnica. Ależ tu wiejsko

Przedostatnia miejscowość znajdująca się na Półwyspie Helskim to Kuźnica. W naszej opinii osada ta wygląda najbardziej wiejsko ze wszystkich. Oczywiście, nadal znana jest ona najbardziej jako nadmorski kurort z dwiema wodnymi przystaniami. Na tym etapie minęliśmy neogotycki kościół oraz pomnik rybaka z siecią.

Według kaszubskiej legendy nazwa Kuźnica symbolicznie odnosi się do miejsca, gdzie morze „całuje” się z zatoką, czyli gdzie oba te tereny się stykają. Stąd też, w wersji niemieckiej i kaszubskiej Kùsfeld oznacza „Miejsce Pocałunku”. W Kuźnicy znajdziemy także osiedle o nazwie… Syberia. Wbrew pozorom często bywa tam ciepło.

To, co jednak najbardziej zachwyciło nas w Kuźnicy podczas naszej wędrówki, to droga rowerowa znajdująca w urokliwym miejscu – z jednej strony znajdowało się Morze Bałtyckie z wąskim pasem plaży, z drugiej zaś bujne, kwieciste krzewy. Od czasu do czasu natrafialiśmy też na jakąś ławeczkę. Sama droga była tutaj dość długa, ale widoki zrekompensowały wszystko.

Chałupy – na razie krótko

Chałupy były ostatnim etapem naszej podróży przed Władysławowem, ale napiszemy o tej miejscowości więcej w następnej części. Wszystko przez to, że wróciliśmy tam dnia kolejnego i nieco bardziej rozejrzeliśmy się tu i ówdzie.

Póki co napiszę tylko, że był to odcinek, na którym nogi naprawdę odmawiały posłuszeństwa. Teoretycznie człowiek wiedział, że nie zostało mu już wiele drogi, jednak zmęczenie dawało mu się we znaki. Nie pomagała tabliczka sugerująca, że Chałupy już się skończyły. Dawała złudną nadzieję, ze zaraz ukończymy trasę. A tu zonk, bo mimo znaku stoiska i obozy przyczep ciągnęły się jeszcze przez kilka kilometrów.

Sprawy toaletowe i rowery

Krajobrazy piękne, ale i na tak przyziemny temat jak załatwianie własnych potrzeb fizjologicznych należy coś napisać. Bo sami chyba przyznacie, że to dość istotne. Przemierzając tyle kilometrów, musimy uzupełniać płyny i coś przegryźć, wiec prędzej czy później dopadnie nas – mówią żartobliwie – grubsza potrzeba.

A tak już całkiem serio – początkowa trasa to typowy las, więc tutaj problemów raczej nie będzie, o ile weźmiecie ze sobą papier toaletowy. W bardziej zabudowanych terenach teoretycznie powinniśmy natknąć się na jakieś przenośne ubikacje, lecz w praktyce okazuje się to nie tak oczywiste. Właściwie, częściej nie napotkamy takich miejsc, niż je napotkamy. Dlatego staraliśmy się mimo wszystko korzystać z każdego takiego „checkpointu”, by zapisać stan naszej gry.

Być może, gdybyśmy zboczyli z głównej ścieżki i poszukali przy wejściach na plażę, udałoby się nam coś zlokalizować. Nie robiliśmy jednak tego, aby nie wydłużać czasu wędrówki. O płatnych toaletach nie napiszę, choć na pewno istnieją na tym odcinku.

Jeśli miałbym opisać najgorsze pod tym względem etapy, chyba wskazałbym ten przy linii brzegowej, gdzie z jednej strony masz wąski pas plaży, zaś z drugiej piękną roślinność. Uczęszcza też tędy wiele osób, głównie rowerzystów, więc zawsze znajdujesz się na widoku.

Druga ważna sprawa, o której musicie pamiętać, jeżeli będziecie chcieli tak jak my przemierzyć pieszo półwysep, to świadomość tego, jak wygląda droga. Początkowo dominują lasy, nie brakuje też zwyczajnych chodników w centrach konkretnych kurortów, ale zdecydowanie dominują ścieżki rowerowe. Przy natężonym ruchu może być to uciążliwe, choć według mnie i tak lepsze niż chodzenie dzikim poboczem przy samej jezdni.

Wrażenia po przejściu

Do Władysławowa zawitaliśmy po godzinie 17.00, natomiast w wynajętej kwaterze byliśmy o 17.45. I powiem szczerze, że choć czuliśmy zmęczenie, liczyliśmy chyba na coś o wiele gorszego. Mogliśmy normalnie stać i chodzić, mimo opuchniętych nóg i rąk. Nie musieliśmy też wyrzucać butów na śmietnik, gdyż wytrzymały one tę próbę.

Zadziałała tu na pewno adrenalina. Opuściła nas ona dopiero po przyjeździe do domu dwa dni później. Dochodziliśmy do siebie kolejne kilka dni, czując, że nasze organizmy dopiero po tak długim czasie zrozumiały, co właściwie zrobiły.

Pytanie zatem, czy powtórzylibyśmy ten wyczyn. Najprawdopodobniej, nawet jeśli tak, to nie na takiej samej trasie. Kombinowaliśmy już z miejscowościami, do których można dojść z samego Władysławowa i może właśnie to ułoży się w przyszłości w jakiś konkretny plan do zrealizowania.

Na kwaterze zastanawialiśmy się nawet, czy nie pójść następnego dnia pieszo na Chałupy lub choćby wrócić z nich na piechotę. Nie zdecydowaliśmy się jednak na taki krok. Czasem naprawdę lepiej podjechać pociągiem. I właśnie tak zrobiliśmy, lecz o tym opowiem w następnej i ostatniej zarazem części.

Kolejna część:

Helskie wyzwanie cz. 3. „Byliśmy na plaży naturystów”
Tags: 35 kilometrówatrakcjebórchałupychodzenieciekawe miejscaheljastarniajuratakuźnicapieszopodróżepółwysep helskipomorzerelacjaspacerturystykawładysławowo
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Poprzedni artykuł

Helskie wyzwanie cz. 1. „Co warto zwiedzić w Helu?”

Następny artykuł

Helskie wyzwanie cz. 3. „Byliśmy na plaży naturystów”

Sebastian Jadowski-Szreder

Sebastian Jadowski-Szreder

Dorosły typ, który gra w gierki i ogląda filmy, zamiast wziąć się do uczciwej pracy. Udało mu się napisać książkę "Incydenty Antoniego Zapałki", która nawet jest dostępna w jakimś sklepie.

PolecaneArtykuły

Helskie wyzwanie cz. 3. „Byliśmy na plaży naturystów”
Lifestyle

Helskie wyzwanie cz. 3. „Byliśmy na plaży naturystów”

2025-07-24
Helskie wyzwanie cz. 1. „Co warto zwiedzić w Helu?”
Lifestyle

Helskie wyzwanie cz. 1. „Co warto zwiedzić w Helu?”

2025-07-24
Chcą szerszych korytarzy i wiedzą lepiej niż lekarz. Absurdy grubancypacji
Error

Chcą szerszych korytarzy i wiedzą lepiej niż lekarz. Absurdy grubancypacji

2025-06-28

Komentarze 1

  1. Pingback: Helskie wyzwanie cz. 1. "Co warto zwiedzić w Helu?" - GikLik

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze

Andy Anderson. Komiczna postać oparta na agresywnym ojcu

Andy Anderson. Komiczna postać oparta na agresywnym ojcu

2025-08-23
PETA ma problem z wirtualną krową. Problemy pierwszego świata

PETA ma problem z wirtualną krową. Problemy pierwszego świata

2025-08-18
SpongeBob powraca w wielkim stylu. Gra i film jeszcze w tym roku

SpongeBob powraca w wielkim stylu. Gra i film jeszcze w tym roku

2025-08-04
Helskie wyzwanie cz. 3. „Byliśmy na plaży naturystów”

Helskie wyzwanie cz. 3. „Byliśmy na plaży naturystów”

2025-07-24
Helskie wyzwanie cz. 2. „Przeszliśmy pieszo cały półwysep”

Helskie wyzwanie cz. 2. „Przeszliśmy pieszo cały półwysep”

2025-07-24

Giklik to ciekawskie stworzenie, które wciśnie się wszędzie tam, gdzie zwęszy interesujący temat – szczególnie dotyczący szeroko rozumianej popkultury oraz tematów około internetowych. Jeśli jesteś Giklikiem, to rozgość się na naszych włościach.

Kontakt

giklik.kontakt@gmail.com

Facebook

YouTube

Dodatkowe informacje

  • Polityka plików cookies (EU)
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Zarządzaj zgodą

© 2025 JNews - Premium WordPress news & magazine theme by Jegtheme.

No Result
View All Result
  • STRONA GŁÓWNA
  • Na ekranach
    • Filmy
    • Animacje
    • Seriale
  • Muzyka
    • Kultowe nuty
    • Znalezione nuty
  • Gry
    • Growe nowości
    • Retro granie
    • Bez prądu
  • Inne
  • Słodziaki
  • Error
  • Wesprzyj
Zarządzaj zgodą
Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Funkcjonalne Zawsze aktywne
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Statystyka
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych. Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Marketing
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
Zarządzaj opcjami Zarządzaj serwisami Zarządzaj {vendor_count} dostawcami Przeczytaj więcej o tych celach
Zobacz preferencje
{title} {title} {title}